"Dzień to był najpiękniejszy, który Bóg mi dał, gdy moim Zbawicielem Chrystus Pan się stał..."
Jako dziecko oficera WP, dorastające w czasach komunistycznych, nie byłem zbyt silnie związany z Kościołem Rzymsko-Katolickim, choć otrzymałem wszystkie sakramenty z bierzmowaniem włącznie. Dorastając jednak, poznając nowe poglądy, czytając różnych myślicieli (m.in agnostyka B. Russella) zacząłem bardzo sceptycznie odnosić się do religii i wkrótce po bierzmowaniu zerwałem swoje związki z Kościołem. Jednak, tak silne w czasie dorastania, pytania o sens i cel egzystencji oraz potężny głód doświadczenia czegoś więcej niż tylko "codzienności", popchnęły mnie ku poszukiwaniu odpowiedzi w filozofii "wschodu". Zostałem adeptem "Aikido"- jednej ze sztuk walki, kładzącej silny akcent na medytację i inne praktyki duchowe. Wstawałem codziennie rano o 5.30, aby pójść na trening przed lekcjami, jeździłem na szkolenia i zgrupowania, moja młodzieńcza pasja zadziwiała nawet moich rodziców. Wierzyłem, że znalazłem cel swego życia. Mój "mistrz" (Ryszard Matuszewski - aktualnie skazany wyrokiem sądu przywódca groźnej sekty "Bractwo Himawantii") wprowadzał nas w nowe praktyki i filozofie religijne. Jedną z jego rad było, abyśmy czytali Święte Księgi: Koran, Biblię, Wedy. Jako, że w tych czasach najłatwiej było o zdobycie Biblii, od niej zacząłem swoje "praktyki". Wkrótce Słowo Boże, choć czytane z jakże różnych od zamiaru Autora pobudek, zaczęło wykonywać swoją pracę w moim życiu. Coraz bardziej podziwiałem osobę Nazareńczyka i pragnąłem znaleźć ludzi, którzy wprowadzaliby w czyn jego ideały. To pragnienie zaprowadziło mnie pewnego dnia na spotkanie ewangelizacyjne, gdzie po raz pierwszy usłyszałem poselstwo o przebaczeniu grzechów i oddaniu swego życia Temu, który za mnie umarł. Zostałem głęboko poruszony i uświadomiłem sobie, że jestem zgubionym grzesznikiem. Zobaczyłem w tym momencie z całą wyrazistością, że żyję samowolnym, niepodporządkowanym Bogu życiem, łamiąc Jego przykazania i podlegam pod wyrok: "karą za grzech jest śmierć". Uświadamiając sobie swój opłakany stan przed Bogiem, jednocześnie usłyszałem o drodze wyjścia - przyjściu do Zbawiciela, który położył za mnie swoje życie, abym teraz żył już dla niego. To wszystko trwało tylko kilkanaście minut, lecz ja miałem wrażenie, że czas się zatrzymał i stoję przed obliczem Boga. Ze łzami w oczach modliłem się do Niego, wyznając Mu swoje grzechy i prosząc, aby od tej chwili Jego Syn był Panem mego życia. To był początek. To było przejście z ciemności, do światłości. Niebiosa stały się dla mnie otwarte i wiedziałem, że ten Bóg, przed którym wcześniej odczuwałem bojaźń i lęk , stał się moim Ojcem. Moje duchowe poszukiwania skończyły się tym razem na dobre. Zostawiłem Aikido oraz dawnych "mistrzów", porzuciłem ścieżki samozwańczych "guru", teraz moim mistrzem stał się Rabbi z Nazaretu. Od tego czasu minęło ponad dwadzieścia lat. Przechodziłem i przechodzę różne koleje losu, lecz nigdy nie zapomnę tego marcowego wieczora, kiedy poznałem swego Zbawiciela. Artur Olczykowski
|